Zbuntowany stanął człowiek
„ Czego żądasz?” – pyta PAN
„ Chcę wolności” – wrzasnął człowiek
„ Dosyć Twojej władzy mam!”
Człowiek odszedł a Pan czeka stoi na rozstaju sam.
Drzewo plecy Mu otarło i nie puszcza rąk i nóg.
„ Wracaj, wracaj – cicho szepce – czemu nie chcesz wierzyć Mi, że wolnością moja miłość”, w piasek wsiąka kropla krwi.
„ Twoja wolność cię usidli, zniszczysz siebie,
wróć już czas”
Człowiek stanął, może słucha, idzie dalej,
twarz jak głaz.
Zdruzgotany leży człowiek,
„ Na co czekasz” – pyta PAN
Człowiek milczy, pan się schylił
- „ PANIE …….”
- „ Dziecko, dotknij ran.”
Nefer71