Trygve Gulbranssen - A lasy wiecznie śpiewają.pdf

(1389 KB) Pobierz
TRYGVE GULBRANSSEN
A LASY WIECZNIE
ŚPIEWAJĄ
A LASY WIECZNIE
ŚPIEWAJĄ
TOM 1
Przełożył Henryk Goldmann
CZĘŚĆ PIERWSZA
1
Ostre kontury skał, wznoszące się ponad Jomfrudal
1
, łagodniały w
zapadającym mroku jesiennego wieczoru. W głębi, za ciemniejącą masą
gór, niebo rozbłysło nagle i słońce zniknęło za horyzontem,
pozostawiając za sobą krwawą łunę ogni. Na wyniosłym zrębie stał
ciemny jak skała niedźwiedź. Węszył. Spoglądał w dół na nisko
położone tereny, na zasnute mgłą jeziora i strumienie.
Niedźwiedź miał kanciastą głowę i długą, chudą, pokrytą cienkimi
kłakami szyję. Od kilku lat dopiero późną jesienią układał się do snu
zimowego. Wiele zwierząt padało jego ofiarą i żarł dużo, a mimo to
czegoś mu brakowało. Uczucie sytości i błogiego odrętwienia, które
ogarniało go zawsze w jesieni, nie chciało się jakoś pojawić. W tym
roku zaś działo się z nim coś naprawdę niedobrego. Gdzieś w głębi jego
cielska czaił się ból. Teraz nic mu już nie smakowało. Nie rozszarpywał
swych ofiar z tą samą chciwością, co kiedyś. Większą część zabitych
przez siebie zwierząt pozostawiał niemal nietkniętą. Ssał ciepłą krew,
pożerał drgające jeszcze serce i inne lżejsze do strawienia kąski – i tym
się nasycał.
1
Dolina Dziewicy
Ciało jego stało się dziwnie ciężkie i prędko się teraz męczył. Nie
miał już sił, aby tropić łosia po leśnych ostępach, a przy tym ów głuchy,
czający się wewnątrz ból nie ustępował nawet na chwilę. Być może ból
ten wstąpił weń owego dnia, kiedy jakiś człowiek z lasu björndalskiego
oddał do niego strzał, który rozległ się straszliwym echem dokoła.
Zdawało mu się, że sam piorun wbił się w jego ciało. Z rany lała się
krew. Odtąd jakiś nieokreślony ból przypominał mu nieustannie o tym
okropnym zdarzeniu. Niezdolny ścigać łosia, porywał teraz owce i
zabijał krowy. Na domiar złego tej jesieni ludzie o wiele wcześniej
spędzili bydło do wsi. Niejednokrotnie niedźwiedź był zmuszony
skradać się w ciemnościach nocy aż do domostw, wyłamywać drzwi od
obór i stajen, aby zdobyć krew i pożywienie. Ludzie z krzykiem i
hałasem rzucali się za nim. Ale raz dosięgnął łapą jednego ze swych
prześladowców. Człowiek nie podniósł się więcej. Od tego czasu
pozostawiono niedźwiedzia w spokoju.
Tutaj, na otwartej równinie, ludzie i psy byli inni aniżeli na północy,
w Björndal
2
, gdzie przebywał za młodych lat. Psy w Björndal szczekały
tak głośno i uporczywie, że można było ogłuchnąć. Ludzie natomiast
zachowywali się tak cicho i spokojnie, że dopiero kiedy byli już zupełnie
blisko, zauważało się ich obecność. A wówczas rozlegał się straszliwy
strzał, który przeszywał wnętrzności i druzgotał kości. Potem długo
pozostawał ból. Tu, na otwartej równinie, psy chowały się ostrożnie za
ludźmi. Robiły dużo wrzawy i hałasu, ale nie kąsały. Tutaj zatem
pozostanie. W nocy zaś, gdy pogasną światła, będzie mógł wygodnie
podkraść się do jakiejś stajni lub obory.
2
Dolina Niedźwiedzi
Czarny, groźnie odcinający się na tle czerwonego nieba niedźwiedź
stał długo, nieruchomo. Miało się już ku nocy i niebo coraz bardziej
ciemniało. Łeb niedźwiedzia był kanciasty, szyja wyciągnięta ku
przodowi, na niej sterczały skołtunione kłaki; potężnie zbudowany tułów
był teraz skurczony w sobie, pod futrem ostro wystawały łopatki.
Dawny człowiek – olbrzym – zabijaka…
Tego samego wieczoru ludzie z okolicy tłumnie podążyli na
plebanię. Pan Diderich, pastor, sprawował władzę i opiekę w obrębie
parafii, kiedy pułkownik von Gall z Borgland był, jak teraz, nieobecny.
Pan Diderich dopiero niedawno przybył w te strony. Ale pokazał już
wszystkim, co potrafi. Umiał leczyć ludzi i zwierzęta, a o zdrowie
moralne parafii dbał swym krasomówczym talentem. Powinien więc
znaleźć radę i na niedźwiedzia, i na inne nieszczęścia.
Wielu uważało wieczorną czerwień nieba za oznakę zbliżającego się
nieszczęścia. Ktoś nawet twierdził, że na tle czerwonego nieba ujrzał
krwawy, płonący miecz. Potem i inni wmawiali sobie, że widzieli to
samo.
Siedzieli w pokoju duchownego i rozprawiali o ciężkich czasach.
Duszono im owce, zabijano krowy. Na długo przed właściwą porą
spędzili z gór bydło. I wtedy stało się coś niesłychanego: drzwi stajen i
obór zostały wyłamane i doszczętnie roztrzaskane, bydło poduszone; zaś
do ocalałych zwierząt, szalonych z przerażenia, nie można się było
nawet zbliżyć.
Per Velt, młody parobek z Björkland, otrzymał tak potężny cios w
głowę, że jeszcze teraz leżał bezwładny, nie odzyskawszy przytomności.
To nie był zwykły niedźwiedź! To był potwór, jakiego jeszcze nikt
nie widział. Olbrzymi, silny, chudy i kanciasty, miał zielone, błyszczące
oczy. Na jednym boku – każdy to widział – była jasna plama. To był
niedźwiedź nie z tego świata.
Czekali.
Zgłoś jeśli naruszono regulamin