Świątecznie GW o Kaczyńskim
Gdyby Kaczyński opowiadał podobne rzeczy w Ameryce, uznano by go za anarchistę lub szaleńca.Otóż w amerykańskiej demokracji suwerenem jest nie NARÓD, tylko PRAWO. Tak, tak, panie prezesie Kaczyński! Kwestia ta została ustalona dwa wieki temu.
Kaczyński jest szaleńcem. Anarchista raczej nie. Zdobyta pełnia władzy, czyli dyktatura, służy mu do dokonania zemsty na kraju, który nie stawia pomników jego bratu, który nie ukarał "sprawców zamachu". On dobrze wie o kompetencjach powołanych przez niego prezydenta, premiera i ministrów (Ziobry czy Macierewicza) i wie, ze dzięki tym ludziom kraj idzie na dno. Jest mu to totalnie obojętne.
Przywoływanie przykładów z Ameryki jest nietrafione, bo jest to "pierwszy kraj Trzeciego Świata".
W Kanadzie też uznali by Kaczyńskiego za anarchistę I szaleńca I nigdy by nie pozwolili mu na rządzenie krajem.
Myśle, że już niedługo któryś z polityków PiS się ocknie, może kilku i zakończą ten straszny I niebezpieczny cyrk.
Przeciwnikiem demokracji był już Platon. Podobnie jak Ojcowie Założyciele Stanów Zjednoczonych uważali, że demokracja zmieni się w rządy motłochu, które prędzej czy później przyniosą władzę tyranowi. Dlatego Amerykanie zabezpieczyli się Konstytucją.To co się stało w Polsce pokazuje, że chyba Platon i Ojcowie Założyciele mieli rację.
Władzy się nie dostaje, ją się zdobywa. Władzy się nie oddaje, ją się traci. Narkotyk sprawowania władzy można wyleczyć tylko w jeden sposób, odebrać władzę. Słabi władcy są jak okupanci, wszystko muszą zdobyć, nad wszystkim panować. Słaby władca nie buduje wspólnoty, drużyn, nie szuka liderów i nie rozpisuje delegowanych kompetencji. Zajmuje się nade wszystko werbunkiem usłużnych, wiernych, poddanych, gotowych wykonać każde zlecenie.
No w Polsce mimo wszystko wystarczy zdobyć 2/3 głosów w wyborach, żeby zmienić wszystko, łącznie z ustrojem.
Przede wszystkim w USA i kilku innych krajach, bezdzietny kawaler pozbawiony jakichkolwiek preferencji seksualnych (lepiej brzmi niż; o niewiadomych) miał by bardzo trudno (też eufemizm).
Kaczyński oferuje to, co jest demokraturą, w której to on, wieczny przegrany, albo inna najmniej popularna osoba w tym państwie, będzie decydować co jest wolą ludu.
grikrusz