Folsom Tina - Venice Vampyr 1 - Venice Vampyr.pdf
(
1020 KB
)
Pobierz
VENICE VAMPYR 01
VENICE VAMPYR
Tina Folsom
Nieoficjalne tłumaczenie dla:
TequilaTeam
Przekład:
bdomelek
Korekta:
malwina1916
ROZDZIAŁ 1
Raphael di Santori nigdy nie pomyślał, że mógłby stracić swoje życie
przez utonięcie. Przez kołek w swoim sercu, być może, albo spalony na popiół
przez słońce – ale nigdy przez utonięcie. Nie dlatego, że nie było to coś, czego
wiele wampirów się obawiało: ich komórki, mimo wszystko, były tak gęste i
trwałe, co powodowało, że ich ciała były znacznie cięższe od wody i dlatego
natychmiast tonęły.
To było dokładnie to, co jemu się przydarzyło. W jednej minucie
przechadzał się wzdłuż kanału, a teraz był w objęciach jego lodowato zimnych
głębi. Mógł robić wszystko, co tylko chciał, płynąć i rozchlapywać wodę
dookoła, ale i tak ciężar jego ciała wciągał go pod wodę bez względu na jego
próby. Cała jego siła tylko działała na jego niekorzyść.
W zasięgu jego rąk, nie było niczego, aby się przytrzymać. Kanał ten był
otoczony weneckimi domami bez gzymsów lub doków, czy drzwi wejściowych
na poziomie wody – używanych głównie do dostaw – które zazwyczaj
znajdowały się tylko w większych kupieckich domach. Domy, które okalały ten
wąski, mało znaczący, ale głęboki kanał w labiryncie Wenecji, nie posiadały
tego luksusu. Ich mieszkańcy wchodzili do nich z ulic znajdujących się
powyżej– tych samych ulic, po których wcześniej spacerował.
Zgiełk karnawałowych imprezowiczów dryfował w jego kierunku,
stłumiony przez wodę w jego uszach. Nawet gdyby krzyczał, nikt by go nie
usłyszał. Byli zbyt pijani, żeby zwrócić na coś uwagę. Był to jeden z powodów,
dla którego wyruszył polować na tych ulicach, pomimo ogromnej liczby osób
znajdujących się na zewnątrz. Pośród pijanego tłumu, było więcej niż tylko
kilka kąsków, które mogły stać się ofiarą, o wiele więcej soczystych szyj, na
których mógł ucztować, nie obawiając się ujawnienia swojej tożsamości.
Przez cały rok był ostrożny, nie pożywiając się, na zatłoczonych ulicach i
zawsze się upewniał, że jego ofiary nie będą pamiętać, co się wydarzyło. Tylko
podczas karnawału, kiedy maski były najważniejszym dodatkiem do każdej
sukni, ucztował w obfitym bufecie, składającym się z ludzi.
Czyżby tym razem był nieostrożny? Czy ktoś go zobaczył? Z jakiego
innego powodu miałby poczuć rękę na swoich plecach, spychającą go do
kanału? Czy został zepchnięty przypadkiem przez pijanego przechodnia, czy
przez celowe działanie kogoś, kto wiedział kim był? Czyżby Strażnicy Świętej
Wody wreszcie go dopadli?
Strażnicy – on i jego pobratymcy bali się ich. Nikt nie wiedział, w jaki
sposób powołano do istnienia tajne stowarzyszenie kupców i arystokratów.
Jednakże, w ciągu ostatnich stu lat swojego życia, widział coraz więcej
znajomych wampirów, którzy padali ich łupem. Wielu jego przyjaciół znikało
jednej nocy i nigdy więcej o nich nie słyszał. Albo umierali z powodu kołka
wbitego w ich serca, albo tonęli, tak jak i on miał utonąć.
Czy ręka, którą czuł przez chwilę na swoich plecach należała do jednego z
nieuchwytnych Strażników? Byli nieuchwytni, ponieważ mimo wszelkich
badań, jakie on i jego rodzaj przeprowadzili, jedynie, co byli w stanie odkryć to
był ich symbol: krzyż przecięty przez trzy fale. Jego bracia schwytali kiedyś
jednego z członków Świętej Wody, ale nie wyjawił niczego więcej poza ich
nazwą i symbolem, który nosił na czarnym onyksowym pierścieniu, zanim
umknął im zabijając się i zabierając swój sekret do grobu.
Czy to Strażnicy stali za próbą zabicia go? Czy to jeden z nich go
popchnął, wiedząc, że utonie? Ale jakie teraz to ma znaczenie? Będzie martwy
w ciągu kilku minut, skończy się jego nieśmiertelne życie. Zgnije na dnie
kanału, a jego ciało nigdy nie wypłynie na powierzchnię, nawet po jego
rozkładzie, gęstość komórek i kości gwarantowała, że prawda o jego istnieniu
nigdy nie wyjdzie na jaw.
Raphael rozmyślał o swoim długim życiu, o życiu dłuższym, niż
jakikolwiek człowiek mógłby sobie wymarzyć. Zostawiał swojego brata
Dantego. Ale w jego życiu nie było żadnej kobiety, która by go kochała i
opłakiwała. Jego życie było puste. Z ostatnim oddechem, zrezygnował z walki i
pozwolił, aby woda go pochłonęła.
***
Isabella Tenderini usłyszała plusk wody w zazwyczaj cichym kanale i
poprosiła swojego zaufanego gondoliera, żeby płynął szybciej. Wielki Kanał był
zatłoczony z powodu uroczystości związanych z karnawałem i dlatego poleciła
Adolfo, żeby zabrał ją do domu, płynąc po jednym ze spokojniejszych kanałów.
– Tak, pani – odpowiedział i popchnął gondolę bez wysiłku do przodu.
Jej oczy wpatrywały się w otaczającą ich ciemność, od czasu do czasu
światła z domów oświetlały kanał, rzucając upiorne cienie wzdłuż wąskiego
koryta.
– Widzisz coś?
– Wydaje mi się, że przed nami na wodzie widać jakieś zakłócenia –
odpowiedział Adolfo.
– Szybko, płyń wzdłuż kanału.
Jej serce zabiło szybciej z powodu myśli, które pojawiły się w jej głowie.
– Powiedz mi, widzisz coś.
– Wydaje mi się, że ktoś jest w wodzie, pani.
Ogarnęło ją przerażenie i zanim się zorientowała pozbyła się płaszcza,
który pozwalał utrzymać ciepło jej ciała, pomimo chłodnego nocnego powietrza
i odrzuciła go na siedzenie obok siebie.
– Dziecko?
– Nie, ktoś większy. Mężczyzna.
Uderzyło w nią poczucie déjà vu, przypominając jej sercu o jej własnej
stracie. Bez wahania, rozplotła sznurówki swojego gorsetu i wtedy poczuła na
ramieniu dłoń Adolfo.
– Nie, pani, on będzie dla ciebie za ciężki. Nie możesz uratować
mężczyzny. Dziecko, tak, ale nie dorosłego mężczyznę.
Isabella odwróciła się do niego. Nie chciała zostać powstrzymana przez
jego troskę. Musiał zrozumieć, że musiała to zrobić, żeby żadna inna kobieta nie
poczuła bólu, z jakim ona musiała się zmagać. Dlatego żadna inna kobieta nie
zostanie wdową tak jak ona.
– Nie mogę pozwolić, aby utonął, ktokolwiek to jest, wiesz o tym.
Skinął głową i mimo ciemności wiedziała, że na jego twarzy malował się
smutek. Ale nie powstrzymał jej. Jej mąż, który był zamożnym kupcem, utonął
w jednym z tych kanałów, mniej niż rok temu. Pieniądze, które jej zostawił nie
mogły ukoić jej samotności.
Kiedy zdjęła swoją bogato haftowaną suknię i pozbyła się sztywnych
półhalek, które rzuciła na dno gondoli, poczuła przez halkę zimne lutowe
powietrze. Ale wszystko o czym mogła myśleć, to mężczyzna, którego jedynie
ręce były teraz widoczne nad wodą, tak jakby próbował chwycić jakąś
niewidzialną linę. Gdyby udało jej się go uratować, to może wtedy wreszcie
odnajdzie spokój i pogodzi się z tym, co się stało. Pogodziłaby się ze śmiercią
Giovanniego.
– Trzymaj się – błagała Isabella – wytrzymaj jeszcze tylko kilka sekund.
Modliła się, żeby nie było za późno.
– Pomogę ci, pani – dobiegł ją z tyłu głos Adolfo.
Pokręciła głową. Tylko dlatego, że to ona musiała zrobić tak głupią rzecz
nie oznaczało, że będzie narażać na szwank życie swojego wiernego sługi.
– Nie. Nie potrafisz pływać.
Kiedy podpłynął łodzią do tonącego mężczyzny, Adolfo puścił ster i
stanął za nią. Chwilę później poczuła na sobie jego dłonie.
– Co?
Czy mimo wszystko próbował ją powstrzymać?
– Lina. Zawiążę ją wokół pani.
Plik z chomika:
GrazynaWol
Inne pliki z tego folderu:
Wilde Alice - Royal Shifters 1 - Her Betrothal (Jej zaręczyny).pdf
(3051 KB)
Wilde Alice - Royal Shifters 2 - Her Highlander (Jej góral).pdf
(2965 KB)
Wilde Alice - Royal Shifters 3 - Her Viking (Jej Wiking).pdf
(2757 KB)
Russe Savannah - The Darwing Chronicles 1 - Beyond the pale.pdf
(3367 KB)
Simak Clifford D - Zasada wilkołaka.pdf
(944 KB)
Inne foldery tego chomika:
Pliki dostępne do 01.06.2025
Pliki dostępne do 19.01.2025
Audiobooki
Ebooki
Ebooki - Fantazy, Magia
Zgłoś jeśli
naruszono regulamin