legut1.DOC

(412 KB) Pobierz
Lucyna Legut

Lucyna Legut

 

 

Miłość trzynastolatki

 

 

Akapit Press  1998 i r

 

Lucyna Legut  Miłość trzynastolatki (książka dla dorastających dziewcząt) Poświęcam Grzesiowi Pelewskiemu

 

Projekt okładki Lucyna Legut Opracowanie graficzne Studio 101 druk Redakcja Danuta Sadkowska Korekta Joanna Pietrasik Copyright by Lucyna Legut, 1998 ISBN 83-87463-24-8 Wydanie I Łódź 1998 Wydawnictwo Akapit Press

90-368 Łódź, ul. Piotrkowska 182 tel7fax (0-42) 636-12-14 Druk: "POLIGRAFIA" Sp. z o.o. 98-200 Sieradz, ul. 23-go Stycznia 14/16 tel. (0-43) 822-40-71 

 

Rozdział I

Szalony dzień urodzin, w dodatku z chorym zaskrońcem  Jeżeli chcecie, to wam wszystko opowiem o sobie. Mam na imię Paulina i nareszcie jestem dorosła, bo właśnie skończyłam trzynaście lat! Zaraz wbiję się w swoje dorosłe, urodzinowe ciuchy. Już od pół roku szykowałam je na ten dzień! Jeszcze do wczoraj musiałam nosić to, co mi mama kazała, ale dała słowo, że od trzynastych urodzin koniec z dziecinnymi sukienkami! Mogę się ubierać tak, jak zechcę! Ubieram się oczywiście w "ciuchami". Ile oni tam mają szykownych ciuchów, to aż głowa boli! Kosztują grosze, bo wszystko na wagę. Na Żabiance mamy trzy "ciuchamie". Oczywiście bywam we wszystkich. Na mój cudowny dzień urodzinowy wybrałam sobie przezroczystą suknię z szyfonu, niemal taką, jakie się widzi na rewiach mody. Nie łżę ani słowa! Kto nie wierzy, ten mnie zaraz będzie mógł zobaczyć! Przecież przeparaduję przez całą Żabiankę! Nic mnie nie obchodzi, że to dopiero marzec. Już niemal koniec marca, więc powinna być wiosna! Nie będę liczyć się z jakimiś kretyńskimi zmianami pogody! Gdyby nawet śnieg padał, to mam kalendarz przed sobą i widzę datę! Wiosna już się zaczęła. Co do sukni, to nie zdążyłam jeszcze dokładnie jej opisać. No więc jest oczywiście falująca i długa do połowy łydki. Do tego włożę wiśniowe rajstopy, bo wzór na sukni w wiśniowe kwiaty i niebieskie ptaki. Do sukni mam najmodniejsze buty traktory. Oczywiście czarne, ponad kostkę. Mają najgrubszą podeszwę, jaką można było znaleźć, a szukałam chyba w dziesięciu sklepach. Moim zdaniem wyglądam w tym wszystkim szałowo! Obawiam się tylko, że będę musiała założyć kurtkę, bo śnieg zaczyna padać. Skandal! Wiosna i śnieg!

 

Ale niech nikt nie myśli, że zrezygnuję z szyfonowej sukni! Wystar czająco dużo będzie jej widać spod kurtki! Dzisiaj jest sobota, więc nie idę do szkoły. Mama jeszcze śpi. Jak zwykle o tej porze. Mama jest aktorką. Skoro do późna pracuje, to potem musi się wyspać. W soboty także gra, bo aktorzy mają dzień wolny tylko w poniedziałki. Być może dlatego tata rozszedł się z mamą, że niemal nigdy nie mogli być razem. Tata wykłada na Akademii Sztuk Pięknych. Nie jest malarzem. Wykłada historię sztuki. Jest cudowny! Mama też jest cudowna, ale trochę szalona, a tata jest bardzo wyciszony. Gdybym miała ich do czegoś porównać, to mama jest jak wzburzone morze, a tata jak przezroczyste jezioro w upalny dzień. Oczywiście jezioro na Kaszubach, bo tu są najpięk niejsze jeziora na całym świecie! Nie rozumiem, po co ludzie jeżdżą za granicę, żeby zobaczyć jeziora w Alpach, czy gdzieś tam jeszcze, skoro te nasze są po prostu cudowne! Tak naprawdę to nie wiem, dlaczego moi rodzice się rozstali, ale przecież w żadnym wypadku nie mogłam ich o to zapytać. To są ich sprawy osobiste. Chyba wszyscy czulibyśmy się szalenie skrępowani, gdyby doszło do takiej rozmowy. W ogóle nie porusza się tego tematu i tak jest lepiej. Przypuszczam, że oni o tym rozmawiali, zanim tata się od nas wyprowadził, a ja nawet nie zdążyłam zauważyć, że dzieje się coś niedobrego, bo nigdy w domu nie słyszałam żadnych kłótni, zresztą zawsze byłam zajęta swoimi sprawami. Po prostu pewnego dnia, rano, zapytałam mamę: - Czy tata już poszedł na wykład? Bo zrobiłam śniadanie, a jego nie ma. Na co mama odpowiedziała: - Tata już nie będzie mieszkał z nami. Wracając z wykładów, wstąpi po swoje rzeczy, wtedy poda ci nowy adres. Zrobiło mi się strasznie smutno, ale nie powiedziałam ani słowa. Mama także nie miała wesołej miny. Pomyślałam, że teraz ja będę musiała się nią zaopiekować, bo mama jest jak dziecko. Chyba w ogóle nie wie, na jakim świecie żyje. Ciągle tylko zajmowała się tym swoim teatrem, a tata załatwiał wszystkie praktyczne sprawy. Mieszkamy z mamą na Źabiance. Źabianka to jest nazwa osiedla między Sopotem a Oliwą. Tu jest kilka szkół, rodzice jednak zapisali mnie do Społecznej Szkoły w Oliwie. Nie mam pojęcia dlaczego. Ale jestem bardzo zadowolona z tej szkoły. Nie jest taka wielka jak inne, oprócz tego mamy najmilszą w świecie panią od polskiego. Jest prawdziwą poetką, taką, której poezje można kupić w księgami, a przy tym jest fajna i nic a nic nie nadęta i dałabym sobie głowę uciąć, że też się ubiera w "ciuchami", bo zawsze ma jakieś zwariowane suknie do kostek, przeważnie czarne, a do tego kolorowe bolerka albo luźne kasaki, w każdym razie nie ubiera się jak nauczycielka, tylko jak prawdziwa artystka. Strasznie mi imponuje! Chyba nawet jestem w niej trochę zakochana. Dlatego trochę, że bardziej jestem zakochana w Grześku. Grzesiek absolutnie o tym nie wie! Pewnie bym padła trupem, gdyby się domyślił. Udaję więc, że go w ogóle nie zauważam. Wystarczy mi, że ja jestem zakochana. To takie przyjemne! Mogę sobie wyobrażać, jak idę z nim do ślubu, oczywiście w welonie i białej sukni z trenem, który pełznie po piasku nad morzem, bo jasne, że pójdziemy zaraz po ślubie nad morze, żeby wrzucić do wody mój ślubny bukiet. To nie jest żaden miejscowy obyczaj, tylko mój własny pomysł. Niektórzy składają bukiety u stóp jakichś bohaterów przy pomnikach, a ja swój wrzucę do morza, za tych wszystkich, którzy na morzu zginęli. Dobrze, że mój tata nie jest marynarzem, bo chyba za młodu bym osiwiała ze zgryzoty, że on także może kiedyś nie wrócić. To, że nie będzie z nami mieszkał, nie jest takie straszne, bo przecież mogę się z nim spotkać, kiedy zechcę, w każdym razie jest i będzie żywy. Zanim poszliśmy (w myślach) z Grześkiem nad morze, ja w białej sukni i w welonie, to najpierw pojechaliśmy do ślubu bryczką, zaprzężoną w cztery białe konie! U nas na Wyścigach można wypożyczyć bryczkę z końmi i woźnicą. Już widziałam młode pary w takich bryczkach, więc nie jest to wyłącznie mój oryginalny pomysł; niestety, ktoś już wcześniej wymyślił to za mnie, ale przecież jeszcze nieraz będę mogła zadziwić Grześka oryginalnymi pomysłami, zanim się zestarzejemy. Jestem pewna, że Grzesiek jest moją prawdziwą i ostatnią miłością! Kiedyś nie widziałam świata poza Czarkiem, ale to było strasznie dawno, chyba jakiś miesiąc temu. No i jak go zobaczyłam w takiej idiotycznej czapce, w której wyglądał, jakby mu pół głowy brakowało, to się od razu odkochałam. Grzesiek by

 

czegoś takiego w życiu nie założył! Nawet w największy mróz chodzi bez czapki! Bo Grzesiek jest prawdziwym mężczyzną! Oczywiś cie Grzesiek chwilowo jeszcze nie wie, że wyjdę za niego, bo jak wspominałam wcześniej, nie ma pojęcia, że się w nim kocham. Nikomu o tym nie powiedziałam, nawet Aśce. Znam życie i wiem, że żadna dziewczyna nie utrzyma tajemnicy, nawet najbliższa przy jaciółka. Ja bym nigdy nie zdradziła czyjejś tajemnicy, no ale ja to jestem ja. Tata uważa, że drugiej takiej dziewczyny, jak ja, nie ma na świecie. Nie powiedział mi tego całkiem wprost, ale od czego ma się inteligencję? Z różnych jego półsłówek mogłam się tego domyślić. Ktoś mógłby zapytać, dlaczego w takim razie nie poszłam do taty, gdy rodzice się rozstali? Jak mogłabym coś takiego zrobić? Przecież mama też za mną przepada! Strasznie by cierpiała, gdybym ją zostawiła. Jest słabsza od taty i trzeba to brać pod uwagę. Tata jako mężczyzna musi być przygotowany na ciosy. Nawet mnie nie próbował namawiać, abym jego wybrała; dobrze wiedział, że mamie by serce pękło. Oni sobie wzajemnie dobrze życzą, a że się rozstali? Widocznie tak musiało być. Kocham ich jednakowo. ,  Mama się zbudziła. Zawsze można to poznać po jej pokasływaniu. Już milion razy próbowała odzwyczaić się od palenia i nie potrafi. Nawet hipnoza nie pomogła. Mama wydała na to niezłe pieniądze i nic! Za te pieniądze mogłabym sobie kupić szafę ciuchów! Wystarczyłoby, gdyby mnie posłuchała. Tłumaczyłam jej, że papierosy to straszna trucizna. Powiedziała, że wie o tym. A jednak w dalszym ciągu pali. Chyba nie zależy jej na życiu, ale mnie zależy, aby ona żyła! Wiem, że wszystkie moje tłumaczenia to jak rzucanie grochem o ścianę, więc już nic nie mówię, tylko zaraz rano szykuję jej szklankę ciepłej wody z miodem, żeby wypiła, zanim zapali pierwszego papierosa. Ze szklanką wody z miodem weszłam do pokoju mamy; stała przed lustrem i wpatrywała się w siebie, jakby w ogóle nigdy nie  widziała swojej twarzy. Podałam jej szklankę, a mama, krzywiąc się w lustrze, powiedziała: i  - Obrzydliwość! Wyglądam jak pomięty liść szpinaku, po którym w dodatku przejechał traktor!  - Chyba oszalałaś?! - krzyknęłam. - Wyglądasz jak zawsze ślicznie! Nie bądź próżna i nie dopraszaj się o komplementy!  Wolno mi było tak z mamą rozmawiać, ponieważ od zawsze ustaliłyśmy, że jesteśmy kumpelkami. Oczywiście nigdy w tym nie przesadzam, kumplujemy się jedynie w drobiazgach i dotyczy to tylko sposobu zwracania się do siebie, a nie jakichś istotnych spraw. No, chyba żeby chodziło o papierosy; to jest istotna sprawa, ale  właśnie w tym wypadku mama mnie po kumplowsku lekceważy i robi swoje.  Mama napluła na lustro, ale tylko symbolicznie, wykrzywiła się jeszcze bardziej i powiedziała:  - Nie będę sobie psuła dnia z powodu kilku zmarszczek. Mam to w nosie! W kąpieli nawet zmarszczki się rozmywają. Daj tę wodę z miodem! Wypiję i pędzę pod prysznic, żeby się odmłodzić! Tymczasem przygotuj mój cynamonowy garnitur i cytrynową bluzkę! Ty się też ubierz! Zabieram cię ze sobą do teatru! Uwielbiałam chodzić z mamą do teatru. Nawet wolno mi było siedzieć na widowni podczas próby na scenie. Siedziałam na końcu sali, skąd wszystko świetnie widać i słychać. Uważałam, że to jest lepsze niż prawdziwe przedstawienie. Właściwie to było jak przedstawienie w przedstawieniu, bo aktorzy mówili swoje role, a równocześnie reżyser biegał, nieraz szarpał się za włosy, krzyczał, przestawiał aktorów na scenie, oni często spierali się z nim i tak na zmianę, raz grali, a raz prowadzili ze sobą i z reżyserem jakąś wojnę. Można było pęknąć ze śmiechu. Ja pękałam, ale cichutko, żeby mnie nie wyrzucono z sali. Dla nich to było szalenie ważne, a dla mnie bardzo śmieszne. Nie zawsze siedziałam na sali, czasami wolałam posiedzieć w bufecie teatralnym; to jest taki bufet tylko dla aktorów i wszystkich, którzy pracują w teatrze, a nie dla publiczności. W bufecie aktorzy siedzą, czekając na swoje wejście na scenę, często grają w kości albo oglądają telewizję, ale najczęściej rozmawiają ze sobą i niekiedy tak zabawnie, że gdybym była pisarką, to bym wszystko opisała. Po prostu nie mieści się w głowie, że te różne przygody mogły się im przytrafić. To są zabawne zdarzenia i aktorzy prześcigają się w opo wiadaniach, zupełnie jakby chodziło o wygraną: kto opowie coś najbardziej zabawnego, ten bierze pierwszą nagrodę. Kiedyś siedziałam w bufecie, bo byłam trochę głodna, więc zamówiłam sobie dwie parówki z chrzanem. Całe szczęście, że tego

 

dnia nie zdążyłam zjeść w domu śniadania i dopiero zamierzałam] je zjeść w teatrze, bo dzięki temu posłyszałam tak zabawną historię/ że kilkakrotnie o mało nie zadławiłam się ze śmiechu gorącą parówką. Opowiadał ją pewien aktor, którego wszyscy w teatrze nazywali profesorem, bo on podobno miał własne, naukowe podejście do wszystkiego, a zwłaszcza do gry w kości. Przytoczę całe to opowia danie, tak jak je pamiętam, słowo po słowie. Posłuchajcie, co mówił: - Pamiętacie Gazdeczkę? - zwrócił się profesor do obecnych. Nikt nie pamiętał, więc profesor wyjaśnił: - Nazywaliśmy go Psem, bo dwa zęby miał wystające jak kły psa. Artystą był takim sobie, ale lubił zarobić. On by nie przepuścił żadnej chałtury, a w swoim czasie chałturzyło się sporo. Ja nie. Uważam to za coś poniżej godności aktora. Ale Pies był psem na chałtury. Żadnej by nie ominął. Potrafił tak sobie rozłożyć czas, że wszędzie zdążył; trochę tylko skracał każdy występ i już mógł jechać na następny. Aż tu jednego razu trafiła mu się strasznie "tłusta" impreza, święty Mikołaj dla dzieci stoczniowców, z zarobkiem, o jakim nie mógł nawet nigdy marzyć. Ale w tym samym czasie był umówiony z pewną szkołą, w której ciągle występował, i mowy o tym być nie mogło, aby im nawalił. Tego się pogodzić nie dało, bo impreza w szkole była już dużo wcześniej zaklepana, a tu stoczniowcy o tej samej godzinie chcieli mieć występ, bo im żaden inny termin nie pasował. Więc Pies dopadł mnie. Dlaczego mnie? Bo wiedział, że ja go nie wygryzę z chałtur w szkole, co by może każdy inny zrobił, a ja, wiadomo, chałtur nie brałem. Pies przyszedł do mnie i błagał, żebym go zastąpił i był świętym Mikołajem w tej szkole. Tylko jeden raz! Nie  chciałem się zgodzić, ale on mi zagroził zerwaniem przyjaźni, a prócz tego tłumaczył mi tak:  "To nie jest nic trudnego! Wkładasz na siebie kostium świętego Mikołaja, mówisz kilka wierszyków, które każdy aktor zna, potem wręczasz podarki i bierzesz forsę. I jeszcze napiszą dziękczynny list do teatru, że raczyłeś uświetnić swoją osobą tak znakomitą imprezę". Za Boga nie chciałem się zgodzić i tłumaczyłem mu: "Człowieku! Zrozum! Ja nigdy nie grałem Mikołaja! Jeżeli już się coś robi, to trzeba to zrobić dobrze. Nie mam żadnego pomysłu. Weź kogoś innego. Dzieciaki muszą coś z tego mieć, zapamiętać,

10  że był u nich Mikołaj... To musi być coś ekstra! A ja się do tego nie nadaję".  Wtedy Pies się zezłościł i wrzasnął: "Nie bądź świnią! Cała szkoła czeka na Mikołaja! Worki prezentów przygotowane! Chcesz, żeby przez ciebie dzieciaki nie miały żadnej radości? Zresztą powiedziałem już dyrektorce szkoły, że ty za mnie wystąpisz, bo mnie wypadło nagle coś w filmie. Trzeba było zełgać... Już wpisali twoje nazwisko jako Mikołaja. Masz tu kostium, adres, idź tam z pół godziny wcześniej, wbij się w szaty świętego Mikołaja i zasuwaj! Scenariusz imprezy Mikołajowej zna każde dziecko, więc o co chodzi? Tekstu nie potrzebujesz się uczyć, powiesz byle co własnymi słowami, zgarniesz forsę i zapomnisz o całej aferze!" - wcisnął mi w rękę tobołek z kostiumem i już go nie było. Myślałem, że zdechnę ze strachu. Pojęcia nie miałem, co zrobię. Liczyłem na cud. Może w ostatniej chwili coś mi przyjdzie do głowy... W każdym razie nie było innego wyjścia, więc powlokłem się do tej szkoły. Już za progiem oczekiwały mnie dwie zdenerwowane damy; straszne! Wyglądały jak postacie z ilustracji Adamsa; długie, czarne, niesamowite! Może z tego strachu takie mi się wydawały? Te "rysunki Adamsa" powlokły mnie krętymi schodami na pięterko. Przechyliłem się przez balustradę i zobaczyłem w dole ogromną salę gimnastyczną, chwilowo jeszcze pustą. Na środku stał ozdobny tron dla świętego Mikołaja. Powiem wam, że zadrżałem na widok miejsca mojej kaźni. "Rysunki Adamsa" wprowadziły mnie do małego pokoiku i na chwilę się oddaliły, nie wiem dokąd i w jakim celu, ale było mi to obojętne; cały czas kłębiły się we mnie myśli: "Co mam zrobić jako święty Mikołaj, bo że coś niezwykłego trzeba zrobić, to rzecz pewna. Być tylko zwykłym Mikołajem każda łajza by potrafiła, a ja w końcu uważam się za artystę". Przebrałem się w kostium świętego i właściwie byłem gotowy na wszystko, tylko jeszcze nie wiedziałem na co. Wtedy wróciły "rysunki Adamsa". "Adams" z czarną, postrzępioną grzywką zapytał, czy oprócz tronu, który już jest, święty Mikołaj życzy sobie czegoś jeszcze? Drugi "Adams", z cienkim, długim nosem i w okularach z bardzo grubymi szkłami, dodał:  "Może pan mieć wszystko, cokolwiek przyda się dla urozmaicenia imprezy".  11

 

Nie wiem, jaki diabeł mnie podkusił, żeby powiedzieć: ; "Święty Mikołaj zjeżdżający po poręczy i wypuszczający z worka  "Potrzebny mi jest żywy kot!" , a! Jak to wpłynie na morale młodzieży?" - dodał swoje oburzenie "Dwa Adamsy" porozumiały się zdziwionym spojrzeniem, ald "drugi Adams". ychmiast odezwał się pierwszy "Adams": "T] ' i-i i '   - j-, . imcuy iiię ZCIZIWli natychmiast odezwał się pierwszy "Adams":  "Kot będzie za chwilę. Czy coś jeszcze?" "Nie. Tvllcn lnł" T.- - głowie...  "Niestety, sprawa ta musi się oprzeć o dyrekcję pańskiego teatru" - oświadczył "pierwszy Adams".  /'~/-"7trT*Tł <--"" " ------- - ł  ..." -" -" v/.t u u.y icł..-Ję pansKiego teatru --... y >.us jeszcze.''" - oświadczył "pierwszy Adams".  "Nie. Tylko kot". - Już mi pewien pomysł zaczynał chodzić p( "Oczywiście o wynagrodzeniu za taki skandal nie może być  wie- mowy! - zawołał drugi Adams. - Przecież to całkowity upadek W bardzo krótkim czasie "Adamsy" przytaszczyły tłustego kultury! Długo będziemy musiały nadrabiać te straty!"  czarnego kota. _ \ tak się to skończyło - westchnął profesor. - Nie wiem jak "Teraz proszę mnie zostawić samego - poprosiłem. - Najlepie kto, ale ja uważam, że w pracy aktora potrzebny jest zapał i inwencja. jeżeli panie zejdą do dzieci. Za pięć minut rozpoczynamy imprezę". W każdym razie nie będę już nigdy rzucał pereł przed wieprze! To "Adamsy" bez słowa podreptały schodami w dół, a ja władowałem był mój pierwszy i ostatni taki występ. kota do worka po kostiumie, zawiązałem mocno, aby bestia się nie Akurat kiedy skończył opowiadać, moja mama zeszła ze sceny, wyrwała, zarzuciłem worek na plecy, wybiegłem z pokoiku i nie bo była przerwa w próbie. Zapytała, czy się nie nudzę? Jak mogłam zastanawiając się wiele, dosiadłem poręczy schodów, po której się nudzić? Teatr to absolutnie najbardziej niezwykłe miejsce na zjechałem w dół, oczywiście koziołkując przy upadku. Powiem wam, świecie! Jeśli się kiedyś okaże, że mam talent, także zostanę aktorką czterdzieści pięć minut trwało uspokajanie dzieciaków, tak im się i oczywiście nie będę brała żadnych chałtur.  ten numer podobał! Worek z kotem postawiłem obok, a sam wsko- To wszystko, o czym mówiłam, działo się wcześniej, nie w dniu czyłem na tron i odstawiłem kilka wierszyków Brzechwy, zastosowałem moich urodzin. Przypomniało mi się teraz, kiedy szykowałam dla przy tym styl, w jakim grałem postać Gąski w "Weselu Figara". mamy cynamonowy garnitur, bo wtedy też go miała na sobie. Mama Gąskę miałem w jednym palcu! Graliśmy to przecież ze sto razy. ubiera się bardzo szykownie. Wie, jak dobrać kolory i w ogóle. I we Wiadomo, jak się gra Gąskę... Robi się łamańce palcami, rękami, wszystkim wygląda ślicznie. Jak tylko się spojrzy na nią, to od razu głową, grzbietem... Jednym słowem - paralityk. Jak już wyczerpałem widać, że jest artystką. Bardzo jestem z niej dumna. repertuar Brzechwy, to złapałem worek i krzyknąłem: Oczywiście z taty także jestem dumna. I nawet z Basi, z którą "A teraz! Moi kochani! Worek z prezentami od Mikołaja!!" tata teraz mieszka. To w ogóle jest okropnie zagmatwana historia.  - i wypuściłem kota. Tym razem uspokajanie oszalałej ze szczęścia Tata/ wyprowadzając się, zostawił mi adres i powiedział, że będzie dziatwy trwało jeszcze dłużej, mieszkał u Basi w Sopocie.  Na koniec pozostało już tylko wywoływanie nazwisk i rozdawanie Basie znałam, bo kiedyś robiła scenografię do telewizyjnej sztuki, podarków. Impreza trwała trzy godziny, a normalnie taką rzecz w której mama grała. Basia jest malarką, portrecistką, ale od czasu odwala się w pół godziny. Byłem cholernie dumny, kiedy kroczyłem do czasu robi scenografię dla telewizji. Basia jest blondynką, a mama za "Adamsówkami" do pokoiku na górze, gdzie miałem odebrać lst czarna. Basia nie pali, mówi mało i bardzo cichutko, w przeci- sute wynagrodzenie. Nie uwierzycie, co się stało... Zza biurka wieństwie do mamy. Być może na scenie mama przyzwyczaiła się wpatrywały się we mnie groźne "ilustracje Adamsa", łajając mnie do głośnego mówienia. Przecież nikt by jej nie słyszał, gdyby mówiła niemiłosiernie, tak cichutko jak Basia. Lubię bywać u Basi w pracowni. Mogę całymi "Czy pan wie, co pan zrobił?!? - zachłysnął się z oburzenia godzinami siedzieć i patrzeć, jak maluje. Czasem zastanawiam się, pierwszy Adams. - Pan zbezcześcił postać świętego Mikołaja!" ezy przypadkiem nie zdradzam mamy, zwłaszcza kiedy niechcący 12

13

 

przytulę się do Basi. Z mamą się nie przytulamy, tylko się kumplujem ale przecież przepadam za mamą! To wszystko jest strasznie trudne! I nie wiem, czy uczciwe? Przecież Basia jest drugą kobietą taty, d której odszedł, zostawiając mamę.  Gdy zbliża się godzina, kiedy tata ma wrócić z wykładów, Basi przerywa malowanie, nakrywa stół, zawsze jakąś przepiękną ręczni haftowaną serwetą, rozkłada talerze i sztućce, kładzie na stole jak] choćby maleńki kwiatek, w kuchence mikrofalowej już się wszystk grzeje, tata wchodzi, myje ręce i natychmiast zasiadamy do stoh Jemy, śmiejemy się, gdy tata opowiada, co zabawnego działo się n uczelni. U Basi nic się nie zdarza, bo co ma się zdarzyć przy malowa niu? Myślę, że Basia by sobie nie życzyła żadnych zdarzeń; musi by skupiona, gdy maluje. Potem Basia wraca do swojej pracy, tata kładzi się na kanapie i czyta gazetę, a ja odrabiam lekcje. Czasem Basii przerywa pracę i idziemy we trójkę nad morze. Tata żąda ode mnii sprawozdania ze wszystkich tych dni, gdyśmy się nie widzieli, ji opowiadam o różnościach, o szkole, o Aśce, o wszystkich moici koleżankach i nauczycielkach, staram się tylko jak najmniej mówii o mamie, bo wiem, że Basi byłoby może głupio słuchać, gdy wychwa lam mamę, że pięknie wyglądała albo że bosko zagrała jakąś rolę Mamie też nie opowiadam, jaka Basia jest słodka i jak miło jest u nie w domu, bo znowu mamie byłoby głupio słuchać o Basi. Boże! Że te; cały ten ciężar życia musiał spaść na mnie! Byłoby mi o wiele łatwie żyć, gdybym nienawidziła Basi, ale nie mogę! Każda z nich jes cudowna na swój sposób i wiem, że obydwie mnie kochają. Ja pc prostu jestem zdrajczynią! Z Basia zdradzam mamę, a z mamą Basie Tata ma lepiej, bo nie musi bywać i u mamy, i u Basi, jest tyłka z Basia i na tym koniec. On się nie musi czuć zdrajcą. Na tyni rozstaniu rodziców to ja najgorzej wyszłam.   Rozłożyłam na krześle mamy ubranie i sama poszłam się przebrać, Gdy mama wróciła z łazienki, już na nią czekałam, całkiem ubrana. Mama spojrzała na mnie zdumiona.  - Bardzo dziwnie się ubrałaś - zauważyła. - Czy to jakiś najmodniejszy fason? Bo nie jestem na bieżąco z modą - dodała. - Nie oglądasz w telewizji pokazów mody? - oburzyłam się. - To przecież ostatni krzyk mody w tym sezonie! Przeźroczystej szyfony i buty traktory! l

14  - Skoro ostatni krzyk mody... - zgodziła się mama. - Obyś tylko nie odmroziła sobie jakiejś części ciała... Poczekasz w bramie, a ja podjadę samochodem pod sam dom, tak będzie bezpieczniej. Podejrzewałam, że mamie nie podoba się moja kreacja, więc zaczęłam się dopytywać: - Czy twoim zdaniem to nie jest szykowne? - Moje zdanie się nie liczy. Skoro tobie się podoba... - A tobie się nie podoba? - naciskałam. - Pamiętam sprzed lat bal gałganiarzy... Widziało się tam takie stroje. Być może jakiś projektant mody zrobił powtórkę z tamtych czasów, bo nie miał pomysłu na nic nowego. Z moim zdaniem możesz się nie liczyć. Ja bym tego nie założyła, ale ja przecież jestem dorosła, a to, jak zgaduję, jest młodzieżowa moda? - Zgadłaś. To jest młodzieżowa moda. Byłam zła na mamę. Sprawiła mi zawód. Myślałam, że będzie się zachwycała moim wystrzałowym strojem. Mama, robiąc makijaż, uśmiechała się w lustrze do mnie. - Nie naburmuszaj się tak - powiedziała. - Mogę mieć chyba swoje zdanie? Być może to jest prześliczny strój, ale nie żądaj ode mnie, abym kłamała i zachwycała się. Mnie się nie podoba, ale przecież nie ja w tym wyjdę. - Nie pójdę dzisiaj z tobą do teatru - powiedziałam. - Chciałabym trochę poparadować po Źabiance w mojej szałowej toalecie. - Chcę, żebyś mi coś załatwiła w Gdańsku - odezwała się mama. - Za trzy dni premiera. Na nic innego nie mam czasu ani głowy. Jest coś do załatwienia, więc liczę na ciebie. "Mama ma premierę i do niczego nie ma głowy" - pomyślałam. "Nic dziwnego, że zapomniała o moich urodzinach. Mama nigdy nie obchodziła swoich urodzin i pewnie dlatego dla niej nie jest to ważne. To tylko ja sobie wydaję się taka ważna". - Dobrze - powiedziałam - ale jadę ubrana tak, jak jestem! Dzisiaj szczególnie zależy mi na tym, aby wyglądać szałowo! Mama nie zwróciła uwagi na te słowa, chociaż moim zdaniem, powinna zapytać, dlaczego właśnie dzisiaj chcę wyglądać szałowo. kończąc makijaż, zaczęła powtarzać rolę. Teraz już w ogóle nie wracała na mnie uwagi. Ubierając się, także cały czas była zajęta  15

 

powtarzaniem roli. Mamie pół życia schodziło na powtarzaniu ra ię we mnie mężczyźni nie kochali, znaczyłoby to, że jestem mamą a drugie pół na graniu tych ról. Nawet kiedy już było po premier; ktorką. i choćby się grało setny raz to samo przedstawienie, mama zawsz - Nie wystarczy ci, jeśli cię będą tylko podziwiali? przed każdym spektaklem powtarzała rolę, którą miała tego dnia eral - Nie. Niech sip wp mmo l-h T,I/ - 1-'- "' Wydawało sip io' *''''-'"-); - -  .---. . oainu przeastawienie, mama zawsz przed każdym spektaklem powtarzała rolę, którą miała tego dnia gra Wydawało się jej, że jeżeli nie nnwf-r <" - -T-  .. ,,Juty .i, jcsii '-'ę1-1 i-yio podziwiali;' - Nie. Niech się we mnie kochają. Jak już będę starą aktorką, dzie mi musiał wvsf-an-7vr nni-ifiw  --""z,aia i uię, Którą miała tego dnia gra - Nie. Niech się we mnie kochają. Jak już będę starą aktorką, Wydawało się jej, że jeżeli nie powtórzy, to z całą pewnością w jakin >ędzie mi musiał wystarczyć podziw.  miejscu zapomni tekstu. Ja nie wiem, jak można tak żyć? Przecie - Nie wspominaj mi o starości! Ja już od dzisiaj zaczynam się trzeba mieć trochę czasu na jakieś zwyczajne przyjemności. Czasem a 'żuć staro...  żal mi było mamy, ale mama wcale nie wyglądała na nieszczęśliwe Powiedziałam to tylko, żeby usłyszeć pytanie mamy, dlaczego mówiła, że teatr to jest całe jej życie i że nawet oddycha teatren aczynam się czuć staro akurat od dzisiaj. Może by sobie wtedy mogłaby żyć bez powietrza, ale bez teatru nie. Być może ja takż tfzypomniała, że właśnie skończyłam trzynaście lat. Ale mama nie podobnie będę czuła, jeśli zostanę aktorką. Tylko czy nią zostanę wróciła uwagi na moje słowa. Nagle zajęła się wyprzedzaniem Pojęcia nie mam, co w przyszłości z sobą zrobię. Czasem chciałabyr akiegoś samochodu, przy czym trochę złorzeczyła: zostać malarką, tak jak Basta, a czasem znów nauczycielką i poetką, ta - Diabli mnie biorą na tych niedzielnych kierowców! Wlecze się jak nasza pani polonistka. Dobrze, że mam w czym wybierać, o i tylko zawala drogę! Powinno się wlepiać mandat za taką Poszłam z mamą na parking, gdzie stał jej stary samochód. Mam ilamazamą jazdę! już zapomniała, że kazała mi czekać w domu. Biegła przede mną Przed wiaduktem na zaspie musiałyśmy się zatrzymać, bo właśnie wrzucając po drodze numerek do budki pana parkingowego. Z dalekłrzechodził pochód studentów 7 haełarm .r ",.,-- --~ krzyknęła "dzień dnhn7" ""-i---  ' - ""-*"" "" -zeKac w domu. Biegła przede mnąj Przed wiaduktem na zaspie musiałyśmy się zatrzymać, bo właśnie wrzucając po drodze numerek do budki pana parkingowego. Z daleki )rzechodził pochód studentów z hasłami przeciw przemocy. Coraz  krzyknęła "dzień dobry", ale parkingowy nie miał zamiaru poprzesta vięcej w Polsce takich pochodów. Mama spojrzała na mnie z prze- na tak krótkim powitaniu; wybiegł z budki i machał do mamj ażeniem. wymiętym beretem. _ gg, Każdego dnia umieram z obawy o ciebie! - powiedziała. - Dzień dobry! Co tak dzisiaj pędzimy? Chyba się teatr nie pali' - Ten chłopiec, który zginął, też miał matkę, która może czekała na - wołał do mamy i aż zakasłał się ze śmiechu, tak zabawny wyda uego ze śniadaniem, niczego nie podejrzewając. Jak ona to przeżyła?!? mu się jego żart. wszystkie matki przeżywają podobne tragedie?!? Nawet nie mam - Niech pan nie wywołuje wilka z lasu! - odkrzyknęła do niege pojęcia, przed czym cię przestrzegać? Młodzi ludzie giną w tak  ma. - Co ja bym zrobiła, gdyby się mój teatr spalił? niezwykłych, tak niespodziewanych okolicznościach. Ktoś snhip - Ja bym pani wybudował nnw i-t-i -  mu się jego żart.  XT" ł  -", "ua z. losu: - odkrzyknęła do nie mama. - Co ja bym zrobiła, gdyby się mój teatr spalił?  - Ja bym pani wybudował nowy teatr! - żartował w dalszy ciągu parkingowy. - Znam cio ł-"---' --  -Jt-, f.- ym >-i<r j-'iz.caiiz.t;gdL: mioazi mazie giną w tak niezwykłych, tak niespodziewanych okolicznościach. Ktoś sobie spokojnie idzie i nagle dostaje pałką w głowę, bez żadnego powodu. JBo już nie mówię o tych, którzy oddalają sip 7 Tdrnź w nrincl-.mr.r.o  __-.,--- -" ,v*A-w*ŁV/iM'-AL. A-L OUŁIC-  -, . .,--...c.i wwy reatr; - żartował w dalszynspokojnie idzie i nagle dostaje pałką w głowę, bez żadnego powodu. ciągu parkingowy. - Znam się trochę na murarce, bo kiedyś byłem B0 pż "ie mówię o tych, którzy oddalają się z kimś w odosobnione tynkarzem, ale po pijanemu spadłem z rusztowania i trzeba byłe miejsce... Mam nadzieję, że tyle każda młoda dziewczyna wie, że skrócie nogę, dlatego zostałem parkingowym. Może to i dobrze, bc nie wolno zawierać znajomości z obcymi, przyjmować zaproszenia inaczej bym nie miał okazji poznać pani. na przechadzkę po parku czy do cudzego mieszkania, A zwłaszcza - Ja tez się cieszę, że pana poznałam! - odkrzyknęła mama, "a dyskotece nie wolno zawierać znajomości. Jeśli już wybieracie zapuszczając już motor. Parkingowy podniósł rampę i wyjechałyśmy się na dyskotekę, to tylko z chłopcami, których dobrze znacie. On jeszcze ciągle machał beretem za odjeżdżającym samochodem. A najlepiej to w ogóle dać sobie spokój z dyskotekami, w każdym - On się w tobie kocha, mamo - powiedziałam, razie w tych czasach, które stały się tak niebezpieczne. - Powinien! - zaśmiała się mama. - Wszyscy mężczyźni powinni - Mamo! Ja nie chodzę na dyskoteki! Jestem na to za młoda. się kochać w aktorkach. To dodaje pikanterii życiu. A zresztą gdyby Jeżeli się bawimy, to u kogoś w zaprzyjaźnionym domu. I dobrze

16 17

 

wiem, z kim się mogę bawić i przyjaźnić. Nie jestem taka głuJ garderoby mamy, aby się przebrać w nowe ciuchy. Spódnica była uoskonale wiem, że niektóre dziewczyny nawet piją z chłopaka z granatowego zamszu, blezer wiśniowy, sięgający niemal do rąbka alkohol i palą papierosy czy trawkę, ale ja mam swoje towarzystwo, l spódnicy, do tego założyłam pomarańczowe pończochy. Z moimi się spotykamy, żeby podyskutować o życiu, o książkach, które przeć: czarnymi traktorami to było naprawdę coś na medal! Cudownie jest a ismy, o poezji, no i w ogóle o wszystkim, co jest ważne. Nav się starzeć! Już mam trzynaście lat, a co to dopiero będzie, gdy o polityce, bo przecież niektórzy z nas zostaną kiedyś politykan będę miała szesnaście? Szkoda tylko, że mama wówczas będzie aż  Kozmawiacie o polityce? - zdziwiła się mama. - W tym wiek o szesnaście lat starsza. Wolałabym, aby się niedy nie starzała. - No, trzynaście lat tn rno ioł ., ,  .nin oii? mama. - W t) - No, trzynaście lat to nie jest mało - oświadczyłam. Miałam nadzieje, że f-pra? w "'--- - o szesnaście lat starsza. Wolałabym, aby się nigdy nie starzała.  TUT l->ył-n-,y,- -- ""l,..1.1-.- _-.----_--1--- --l . 1 '  J--- - Jesi maro - oświadczyłam. Już przebrana, po cichutku otworzyłam ciężkie żelazne drzwi Miałam nadzieję, ze teraz już mama przypomni sobie o moi i weszłam za kulisy. Umiałam się poruszać w ciemnościach za kulisami, urodzinach, ale nic podobnego. Właśnie skończył się pochód i mai tak aby nie trącić żadnego fragmentu dekoracji, które tam były stłoczo- ruszyła z miejsca. Powiedziała, że się denerwuje, żeby się nie spóźi ne. Właściwie to najbardziej lubię to, co jest poza sceną, czyli za na próbę. Zaczęłam się zastanawiać, czy mama z całą pewność kulisami. Wszystko jest tak niesamowicie tajemnicze! Ktoś, kto nie jest ak się trzęsie o mnie i czy bardzo jej na mnie zależy, skoro i obeznany z teatrem, mógłby się nawet przestraszyć, bo na przykład stoi może sobie przypomnieć o moich urodzinach, mimo iż kilkakrotr sobie olbrzymi, wypchany niedźwiedź z obnażonymi kłami, a nad nim starałam się JCJ to podpowiedzieć. sznurach kapliczka albo kryształowy żyrandol. Zależy, co się uojechałyśmy na parking przed teatrem. Mama kazała mi pój będzie grało i do czego będą potrzebne elementy dekoracji. Nad sceną o uretu i zaczekać tam na nią, a tymczasem szukała dogodne ze wszystkich stron jest żelazny balkon, tam są umieszczone różne miejsca dla ustawienia samochodu, reflektory i mnóstwo stalowych lin, które służą do podnoszenia i opusz- weszłam do bufetu i zdębiałam! Tłum aktorów stał przy drzwiac czania dekoracji. Te liny sięgają aż pod podłogę. Za kulisami panuje azdy miał przypięty do ubrania okrągły kartonik z wymalowar specyficzny, teatralny zapach: szminek, pudru, perfum, zmieszany rzynastką i moim imieniem i każdy miał w ręku bukiet kwiatów z zapachem zakurzonych kotar, kleju, farb i drewna. Trzeba bardzo Ja Sopotem okazało, w każdej wiązance było tych kwiatów właśn ostrożnie poruszać się za kulisami. Aktorzy często muszą przebiegać zynascie. Mama weszła także z bukietem i z kolorowym pakiecikiei z jednej strony sceny na drugą i uważać, aby nie trącić stłoczonych tam przewiązanym ogromną wstążką; pewnie przechowała to w portierń przedmiotów. Nieraz nawet przechodzą na czworakach, jeśli akurat wszyscy odśpiewali mi teraz "sto lat" i zaczęli mnie ściskać i calowa w danej scenie dekoracja jest niezbyt wysoka, a na przykład za c .a moja mama! Jak ona potrafiła cały czas udawać, że n kotarami w ogóle przejścia nie ma, bo dekoracja na to nie pozwala. pamięta o moich urodzinach! W pakieciku była przecudna spódnic Stanęłam z boku za kulisami i przez szparę między kotarami  lhl y blezer ł pięć par "olorowych pończod patrzyłam na scenę. Nie chciałam wchodzić na salę, bo tam siedział aklcn które mają gumkę i sięgają tylko za kolano. Przy spódnic podczas prób reżyser i chociaż nie bronił mi siadywać na końcu mmi to wygląda po prostu bosko! l sali tn tpan n, r., - - i--- ---l ------ - Przyjrzyjcie się starej matce!  ma /"\i..- - - -  ;nic podczas prób reżyser i chociaż nie bronił mi siadywać na ". _ n ."- ;. r.* r--" Łou: gg ggp postanowiłam się nie kręcić, bo był wyjątkowo mama zy)rzy)cle slę stareJ matce! ~ powiedziała moja roześmian wściekły. Myślę, że każdy reżyser się wścieka przed premierą. Może o trzyna' omoja c0 ozyła trzynaście lat, a ja jesteś trochę ze strachu, czy premiera dobrze wypadnie, a może z prze-  Przez m af s arsza.' . pracowania. Odkąd bywam w teatrze, a bywam, odkąd pamiętam, wiec ws ega on "P10)61 zapowiedziała, że rozpoczyna prób czyli od małego dziecka, zawsze wszyscy reżyserzy szaleją z nerwów kwiatów T p0 ł1 na scenę/ a Ja zostałam w bufe, pośród mórz. przed każdą premierą. Tego dnia sprawa poszła o węża zaskrońca... i z tym oszałamiającym prezentem. Natychmiast pobiegłam d( Tak! Daję wam słowo! W przedstawieniu grał prawdziwy zaskroniec!

18 przed każdą premierą. Tego dnia sprawa poszła o węża zaskrońca... Tak! Daję wam słowo! W przedstawieniu grał prawdziwy zaskroniec!

19

 

Mama wnosiła go w szklanym, trójkątnym naczyniu. Wygląd, przecudnie i równocześnie niesamowicie z tym wężem. Miała dłu karminową suknię, bardzo bladą twarz, co przy jej czarnych włosac było jeszcze bardziej fascynujące. I ten wąż!... Brakowało trzech di do premiery, a właściciel węża zatelefonował do teatru, że wąż m zapalenie płuc i chwilowo nie może wystąpić. Reżyser dosłown oszalał! Krzyczał na panią scenograf, że jego nic nie obchód. choroba węża, w sztuce ma być wąż i na tym koniec! Pani scenogn obraziła się i powiedziała, że zaangażowano ją do przygotowani scenografii, a nie do leczenia węża. Reżyser nie chciał tego słucha( Uparcie żądał węża. Pani scenograf zatelefonowała do właściciel sklepu, skąd pochodził chory wąż, i spytała, czy nie mają innegi zaskrońca, ale nie mieli. Był jeszcze tylko wąż boa, który jednaL w żadnym wypadku nie mógłby się zmieścić w szklanej skrzynce Chory zaskroniec popsuł mi trochę trzynaste urodziny, bo wszysci zaraz po próbie zaczęli szybko wychodzić z teatru, żeby tylko nii spotkać się ze zdenerwowanym reżyserem, i nikt już nie pamięta teo o świętowaniu mojej trzynastki. Tylko mama pamiętała. - Podwiozę cię do taty - powiedziała. - Będzie szczęśliwy, ż jesteś wcześniej; dłużej się nacieszy twoją obecnością. Ja zabiorę t, góry kwiatów do domu i zdrzemnę się przed wieczornym spektaklem1 Jeszcze nie skończyłam grać jednej roli, a równocześnie muszę się szykować do następnej... Straszny jest los aktora, ale nie zamieniłaby! go na żaden inny.  Mama zatrzymała samochód przed domem Basi, machnęła m ręką na pożegnanie i odjechała.  Rozdział II Mama, Basia, tata i ja na dokładkę  Dom Basi jest obrośnięty dzikim winem, a w maleńkim ogródku wokół domu Basia sadzi mnóstwo kwiatów. Nie ma tam żadnych klombów, tylko wymieszane różne kwiaty, jak w wiejskich ogródkach.

20 "racownia jest na pięterku. Jedna ściana pracowni to spadzisty, szklany dach. Środek tego dachu można podnosić za pomocą żelaznego pręta. Na dole jest kuchnia, dwa pokoje i łazienka. Podłogi z drewnianych desek bardzo ładnie pachną pastą. Taty chyba jeszcze nie było, bo gdy zadzwoniłam do drzwi, to chwilę czekałam, aż Basia zeszła z góry, z pracowni. Stanęłam w otwartych drzwiach i dosłownie rozdziawiłam gębę, bo już w przedpokoju, nad drzwiami do saloniku, na złotym sznurku wisiały kolorowe kartoniki z trzynastką pośrodku. A w salonie, na sztalugach, ogromny portret, na którym byłam najprawdziwsza ja, tylko o wiele ładniejsza! Na tym portrecie miałam rozwiane włosy, jakby mi je wiatr przed chwilą poszarpał, i niemal fruwała moja szyfonowa suknia, a z tyłu było morze. Nie mogłam nic z siebie wydusić, bo mi się ze szczęścia płakać nagle zachciało, chociaż nie jestem beksą. Bez słowa uściskałam Basie, ale dlaczego Basia płakała, tego już nie wiem. W końcu oczywiście i ja się rozbeczałam i tak nas zastał tata, który wkroczył z ogromnym bukietem, tak wielkim, że się nie chciał zmieścić w żadnym wazonie. Musieliśmy wsadzić kwiaty w wiadro. Szybko z Basia powycierałyśmy oczy rękawami, a tata podniósł moją brodę, pocałował mnie w czubek nosa i patrząc mi w oczy, powiedział: - Witaj, moja trzynastoletnia staruszko! Nie licz na żadną przemowę. Nie jestem dobrym mówcą. Chyba nigdy nie zapomnę tych urodzin! Nie wyobrażam sobie, aby można było coś jeszcze ciekawszego i milszego wymyślić. Moi rodzice uważali, że trzynaście lat to wiek, kiedy dziewczyna zaczyna już być panienką. Potem jest ważne szesnaście lat, gdy się jest prawie dorosłą, i osiemnaście, gdy osoba całkowicie dorosła dostaje dowód osobisty. Tego dnia byłam naprawdę szczęśliwa, mimo że zaczynałam się starzeć. Portret był cudowny, ale nie chciałam go zabrać do domu, bo przecież przypominałby mamie nie tylko mnie, ale i Basie. Nie wiem, czy mama czuła żal do Basi, że zabrała tatę, może nawet Basia wcale go nie miała zamiaru zabrać, może to mama chciała, aby tata odszedł, i w końcu mogło jej być wszystko jedno, do kogo odszedł, ale pomyślałam, że każda kobieta, jeżeli nawet sama rzuca męża, to w głębi duszy nie lubi tej, która ją zastąpiła. Oczywiście  21

 

to są tylko moje przypuszczenia, bo przecież ja jeszcze czegoś takie Rozdział III nie przeżyłam. Gdybym kiedyś rzuciła Grześka, co jest raczej ni  prawdopodobne, i gdyby on potem w kimś się zakochał, to by Tak królewską parę wyciągnięto za uszy była wściekła! Powinien mnie kochać do końca życia! Nawet rzucon komnat królewskich No tak, tylko najpierw musiałby się we mnie zakochać. Jeszcze m nie dałam żadnej szansy, bo przecież nie wie, że ja jestem w nil  zakochana... Trudno. Poczeka! Teraz nie mam czasu, bo chcę przeczył, o straszne' Na świecie wiosna, a ja muszę tkwić w domu, bo Jeszcze raz "Kłamczuchę" Małgorzaty Musierowicz i napisać refera iałam zapalenie płuc. Czuję się już absolutnie dobrze, ale jeszcze na lytut referatu jest wprost wariacki: "Co mnie najbardziej zastanowił ' mam zwolnienie lekarskie, więc mama nie pozwala mi wyjść. w przeczytane) lekturze". Boże złoty! Wszystko mnie zastanawiaj -o jutro będę mogła pójść do szkoły. Jest poniedziałek, czyli Oczywiście najbardziej mnie zastanawiała miłość, ale pewnie wszystk yeń wolny od pracy w teatrze. Mama próbuje zająć się pracą dziewczęta rzucą się na ten temat, a ja chcę być oryginalna. Pomyśl omową- w pralce kotłuje się pranie, a mama odkurza dywan o tym. Tymczasem zastanawiam się, co zrobić, aby nie zabra . swoim pokoju  portretu do domu i przy tym nie sprawić przykrości Basi? Chociaż elektroluks strasznie warczy, słyszę, że ktoś dzwoni do Basia albo jest ogromnie mądra, albo niechcący przyszło jej t wi biegnę więc otworzyć. Wchodzą trzej koledzy mamy, których na mysi, bo gdy już miałam wychodzić, powiedziała: teatru: Janek, Jurek i Igor. Jestem z nimi "na ty", bo mi to sami l aulmko, oczywiście portret jest twój i możesz go wziąć z sob. iedyś zaproponowali. Powiedzieli, że nie cierpią, jak się do nich mówi ale gdybyś wolała, mech na razie zostanie tutaj, tak żeby twój tat jku" a słowo "pan" jest zbyt oficjalne, zresztą są zdania, że wszyscy mógł sobie na ciebie patrzeć, gdy cię nie ma z nami... dzi ludzie powinni sobie mówić "ty", no a przecież ja jestem młoda, Uczywiscie, ze chcę, aby tata mógł się we mnie wpatrywać oni uważają siebie za młodych. I dobrze. Bardzo mi to odpowiada. Jeszcze gotów zapomnieć, jak wyglądała jego córka, zanim został y świecie artystów żyje się swobodniej niż wśród innych ludzi trzynastoletnią panienką! Niech się tata mną napawa do wól naprawdę nie rozumiem, dlaczego dawniej artyści byli uważani za W swoim czasie zabiorę portret. Gdy wyjdę za mąż, moje dziec .orszych i to do tego stopnia, że nawet nie wolno ich było chować będą piszczały z zachwytu: "Ach! Jakaż prześliczna była nasz y poświęconej ziemi! Moim zdaniem, aktorzy są o wiele lepsi od mama, gdy miała tyle lat co my! Nam daleko do urody mamy!... nnych bo się nie puszą i nie udają świętych, tylko są tacy, jacy są. Jak Trzeba przyznać, Basiu, że mnie upiększyłaś! wi moja mama "mają serce i duszę na talerzu". l\ic podobnego! Jesteś sto razy piękniejsza niż na tym portrecie Mama przerwała odkurzanie dywanu i zapytała, czy ma zaparzyć Ale, ale_ Czyżbyś się wybierała za mąż, skoro mówisz o dzieciach (awę Wszyscy trzej odpowiedzieli, że właśnie po to przyszli, bo - Chwilowo jeszcze nie. Ale warto być przygotowaną na przyszłość yybierają się na chałturę, na jakąś wieś, ale zanim wyjadą, chcieliby Będę miała dużo dzieci! Lepiej, żeby się biły ze sobą w domu ni; ,ię napić kawy i jeśli się uda, naciągnąć mamę na małą pożyczkę, z innymi dziećmi na podwórku. A jak podrosną, zapiszę je wszystki, ,o nie mają pieniędzy na benzynę.  OJeJ ,'' " - Nigdy w życiu nie widziałam was z pieniędzmi! - zaśmiała Wycałowałam Basie i tatę i z ogromnym bukietem kwiatów ,ię mama. - Jak wam się udaje żyć, zawsze bez grosza? pomknęłam do kolejki przez zatłoczoną ulicę Monte Cassino. Bylair _ Ba< Nas to także szalenie dziwi! - odpowiedział Tanek. szczęśliwa, ze Basia wyrał-nwała ~ 1-1- ...  -_.-_. .ą\. ly.Łu.iiic ł-aaamo. Dylaila szczęśliwa, że Basia wyratowała mnie z kłopotu i że nie będą musiała pchać mamie przed oczy portretu. I

22 - Ba! Nas to także szalenie dziwi! - odpowiedział Janek. - Ale najważniejsze, że oddajemy pożyczone pieniądze - wtrącił pl/

23

 

- Oczywiście niechętnie oddajemy - dodał Igor, WSZYSCY yacT-płicn-i-ir c;" /.--'- *' i zapytała o chałturę.  T 1   _, -_.- .nuLic uuuajemy - dodał leor l r 1 - 1 , -i -r , i Wszyscy zaczęliśmy się śmiać. Mama pożyczyła im pienia J Na ten dzień speqalnie zamstalowano w sali gimnastyczne) małe łpytała o chałturę, """odium wypożyczone z remizy strażackie], gdzie niekiedy odbywały się - Jedziemy Z "misia ł-pah-alna" A ...;-;-i . , . A7VfitePV kńłpk rpryf-atnrsidrh alhn młnrl7ip'7m*rpi r>r)<-ioc<w  -_--- .. -_, -."_--" -"-"_, -----J, J J"y   - Jedziemy z "misją teatralną" do wiejskiej szkoły - u - P7 kółek y01" alb0 młodzieżowej orkiestry. Jurek. - Dzisiaj rzecz będzie o teatrze dworskim Szkoła 7-y55 Dla mnie jeden z chłoPCÓW także PYsł krzesł0- Był t0 chłopiec, sobie tego tematu, bo dzieciaki właśnie go przerabiają :tóreg0 od razu zauważyłam Boże! Ja on by1 PY' w życlu nle - Och! Mamo! Pozwól mi z nimi pojechać' - pła M vidziałam tak ciemnych niebieskich oczu! Po prostu granatowe! I olb-mamę. - To by mi się szalpn,? "r i... .-' zaczęlam "Bglipi A ci NT; r-, "i-- -- -.--.-.-i- -- --- 'f\ W życiu nie owe! I olb-  _ .."_.."" """ .mmt tLŁ>->Ł>-t3i.xi-.ŁŁ i.Ł.i-1; ą u PJLUDŁU K.iaii.ai.unc: i uiu-  -- -.* L. iJLu pt/icLiićic' - zaczęłam hłao mamę. - To by mi się szalenie przydało! My też przerabialiśmy it"1"'1 A "Y' Niech się Grzesiek schowa, chociaż wydawało mi się temat i mogłabym sobie go przypomnieć i utrwalić w pamieT07 źe mkt me ma P16 oczu mż on- powiem wprost: byłam Przecież już się czuję zupełnie dobrze, a i tak nie jpsf-pm u~oorażona iak piorunem! Nie wiem, czy jeeo też poraziło, ieśli tak. to nie  .ai i mogłabym sobie go przypomnieć' i utrwaficwTamiel107 że mkt me ma PY oczu mż on- Powiem wprost: byłam Przecież już się czuję zupełnie dobrze, a i tak nie jestem w szko wrażona piorunem! Nie wiem, czy jego też poraziło, jeśli tak, to nie  To by było niczym lekqa i nie marnowałabym czasu W samochód; iał P sobie mc P03- Ustawił dla mnie krzesło obok krzesła pani z całą pewnością się nie przeziębię! Ty sobie spokojnie posprząta zy110' a sam usiadł w pierwszym rzędzie na samym środku, bo nie będę ci się plątać pod nogami. Zgódź się! r q - ,bok drugiego chłopca, który też był wart zainteresowania. W całym - Moim zdaniem. Paulina ma rację - powiedział Igor - O "ży"'1 rzędzie siedzieli wyłącznie chłopcy. będzie pogłębiać wiedzę o teatrze dworskim, a ty o metoda< Y ""PB miała sie uź zz' pa"! nauczycielka przedstawiła sprzątania w ekspresowym tempie, gdy nikt nie plącze się pod nogan aktorów ł powiedziała, że wyjaśnią oni, na czym polegała istota Mama była ubawiona. " teatru...

Zgłoś jeśli naruszono regulamin